Zadupie pozaziemskie 2008-10-14 23:56:42

W koncu dotarlem na Tatooine, kto ogladal Gwiezdne Wojny ten wie o co chodzi...
A tak podobno wyglada w oryginale:





skomentuj (1)

Nowy wpis 2008-10-06 20:41:10

Brak nowych wpisów spowodowany jest brakiem wyjazdów do ciekawych miejsc, a co za tym idzie brakiem zdjec z jakichkolwiek "zadupi". Swoją drogą to coraz mniej takich miejsc, które mogą się poszczycić tym mianem, takich gdzie psy NAPRAWDE d.....mi szczekają.

skomentuj (1)

Syn Ojca Świętego 2008-07-29 20:08:47

Ten wpis poświęcam wielkiemu przyjacielowi mojej rodziny, który odkąd pamiętam zawsze przychodził do moich rodziców żeby "zrobili mu 5 zl". Dawniej bylo mniej ale inflacja robi swoje. W czasach gdy nie bylo kosiarek spalinowych Krzeptowski uzywal kosy i scinal trawę w ogrodzie. Niektórzy powiadają, że jest synem Wacława Krzeptowskiego , ale według niego samego jest synem "Ojca Świętego Jana", który "na Podhalu ma wiele dzieci.Krzeptowski

- Panie Mareczku, ja wiem że Pan jest Pan Andrzejek ale Pan jest dla mnie jak Jezus Chrystus...

skomentuj (1)

Osturnia 2008-07-01 22:00:23

Leży w Magurze Spiskiej, najlepiej dotrzeć tam z Łapszanki, koło kapliczki gdzie asfaltowa droga skręca w lewo trzeba pójść prosto i po 150 metrach w prawo, wzdłuż skarpy aż dojdzie się na polanę skąd widać już miejscowość. Po drodze fajne jeziorka osuwiskowe w dole. We wsi niewiele się dzieje. Swój zadupiasty charakter miejscowść traci powoli przez budujących tu domki letniskowe Słowaków ale ciągle jest to miejsce dość skutecznie odcięte od dzisiejszej cywilizacji.Osturnia
Stąd tylko jakieś 2 gzodziny pieszo w dół doliny i jest się w Kacwinie. Osturnia, po węgiersku Oszturnya. W spisie z XIX wieku są nazwiska Dzwigalski i Einhorn. Ciekawe tam musiało byc wtedy życie...
Megafony

Głowna ulica Osturni

skomentuj (1)

Łazęga w Czarnogórze 2008-06-30 20:51:13

   Na cel mojego samotnego majowego wyjazdu postanowiłem wybrać Czarnogórę, stosunkowo mało znany kraj, do niedawna złączony z Serbią. Zła sława Serbii, a co za tym idzie i Czarnogóry, głównie podsycana przez amerykańskie i europejskie media nie zniechęciła mnie do tego, aby samemu przekonać się jak to jest w kraju „osi zła”. Krajobraz Czarnogóry
   Środkiem lokomocji na miejscu miał być kupiony w 1996 roku rower Haro, który niestrudzenie służy mi już ponad 10 lat. Zanim jednak, z pomocą, tylko własnych mięsni, mogłem przemierzać ten górzysty kraj, musiałem tam dotrzeć za pomocą publicznego transportu kolejowego, co samo w sobie jest ciekawym przeżyciem.
   Po nocy spędzonej w Budapeszcie wsiadłem do pociągu jadącego do granicznej miejscowości Subotica. Jak się okazało tuz przed odjazdem, nie wolno w nim było przewozić rowerów. Byłem przygotowany na tą ewentualność i w 10 minut spakowałem Haro do specjalnej torby na rower, kupionej przed wyjazdem w Nowym Targu. Jak się okazało, spakowane Haro, mimo że równie nieporęczne, już nikomu w pociągu nie przeszkadzało. W Suboticy przesiadłem się do sypialnego pociągu zmierzającego do Starego Baru, czarnogórskiego miasta leżącego na wybrzeżu Adriatyku.
   W środku nocy opuściłem swój przedział budząc wszystkich współpasażerów w czasie zdejmowania roweru z półki nad wejściem do przedziału. Oni pojechali dalej do Baru, ja natomiast zostałem na pustym peronie w Mojkovacu w dolinie Tary. To właśnie kanion Tary, a konkretnie droga wzdłuż niego, była celem mojego pierwszego etapu rowerowego w Czarnogórze. Nocleg zaplanowałem w Zabljaku w parku narodowym Durmitor na wysokości 1456 m n.p.m. Oznaczało to, że muszę pokonać około 75 km i 635 m w pionie. Było warto, mimo deszczu, a w samym Zabljaku śniegu. Jazda wzdłuż kanionu Tary dostarcza niezapomnianych wrażeń, szczególnie o 5 nad ranem, gdy z nad wapiennych skał wznoszą się mgły a ciszę przerywa jedynie rwący nurt rzeki.Zabljak i masyw Durmitoru
   Po podjeździe z doliny w masyw Durmitor, podczas którego przeżywałem chwile zwątpienia w swoje fizyczne możliwości, znalazłem się w Zabljaku, gdzie dość szybko natknąłem się na rodzinę oferującą noclegi w swoich pokojach. Wtedy właśnie po raz pierwszy doświadczyłem czarnogórskiej gościnności. Sliwowica, szynki, sery, świeże pieczywo, wszystko to musiałem skonsumować zanim mogłem udać się do swojego pokoju. Dodatkowo gospodarz oferował mi rękę swojej córki (czarnogórski: doha), ale nie wiedziałem do końca czy brać tą propozycję na poważnie.
   3 dni spędziłem u gościnnej rodziny zwiedzając okolice Zabljaka, aby 4 wyruszyć w dalszą łazęgę w kierunku Adriatyku. Podczas mojej podróży mijałem wsie i miasteczka, które albo znajdowały się głęboko w dnie dolin, albo przyczepione były do stromych zboczy. Czarnogóra to, bowiem najbardziej górzysty kraj, jaki widziałem. Tutaj podróżuje się albo wzdłuż doliny albo w górę lub w dół stromych zboczy. Daje się to dobitnie odczuć pedałując w stronę wybrzeża, czyli SW, gdyż właśnie wtedy poszczególne pasma gór Dynarskich pokonuje się prostopadle do ich głównych grani, no, ale cóż, sam sobie takie wakacje wybrałem.
   W czasie swojej wędrówki podziwiać mogłem zapomniane przez świat osady, zarówno te ludzkie jak i skalne :) . Mezozoiczne i eoceńskie wapienie zostały tu, bowiem, w ostatniej orogenezie pięknie sfałdowane i nigdzie na świecie nie widziałem tak malowniczych odsłonięć i rzeźby nawiązującej do geologii. Fałd i moje Haro
   Życie wśród tych węglanowych skał nie mogło nigdy być łatwe, choćby, dlatego że stałych cieków wodnych jest tu jak na lekarstwo. Dlatego pewnie nawet na pustkowiach spotyka się chrakterystyczne zbiorniki na deszczówkę. Jadąc po zawieszonej nad dnem doliny drodze widziałem jak jej mieszkańcy z wielkim wysiłkiem uprawiają nieurodzajną glebę. Godne podziwu jest to przywiązanie do tej nieprzyjaznej ziemi i widać, że wielu zrezygnowało z wysiłku i opuściło swoje domostwa. Zbiornik na deszczówkę
    Drogę z wnętrza Czarnogóry do jej wybrzeża pokonywałem w dziennych, około 100 km etapach, gdzie przewyższenia osiągały po 1000 metrów dziennie. Miałem, więc dużo czasu, aby rozmyślać o granicach mojej wytrzymałości na wysiłek oraz wsłuchiwać się w skrzypienie stalowej ramy Haro.
   
Po 5 dniach od przekroczenia granicy Serbii z Czarnogora dotarłem do Masywu góry Lovcen i ujrzałem Adriatyk. Nagrodą za mój wysiłek był 22 km zjazd serpentynami w stronę średniowiecznych murów miasta Kotor, które było ostatnim punktem mojej łazęgi. Brama tego handlowego portu wita nie średniowieczną inskrypcją „Tude ne cemo svoje ne damo” Tito 1944.Wjazd do Kotoru  Wewnątrz murów znajduje się plątanina ulic łączących place, kościoły i pałace.     Krajobraz wokół Kotoru oraz jego położenie zapiera dech w piersi, wysokie na ponad 1000 metrów ściany Wybrzeża Dalmatyńskiego, oraz przypominająca norweskie fiordy Zatoka Kotorska stanowią wnętrze, w którym natura z wielkim rozmachem i starannością dokonała swojego rzeźbiarskiego dzieła. Zatoka Kotorska

Moje wspomnienia z krótkiego pobytu w Czarnogórze często wracają, gdyż niewiele jest na świecie miejsc, gdzie na niewielkim skrawku Ziemi krajobraz, co chwilę tak zaskakuje swoim pięknem i surowością. Pustka, jaka panuje w niektórych częściach tego kraju, dziwi, zważając, że jest to bądź co bądź środek Europy.

skomentuj (1)
Księga Gości
Troche fajne strony
Wolne pokoje, wolne pokoje, pokoju nie trzeba?? <---
Portal One Geology Dzieki niemu wiadomo po czym sie aktualnie chodzi